środa, 10 listopada 2010

W świecie ciszy

Stała się rzecz straszliwa dla mnie i mojego autka - padło radyjo. A to najważniejszy sprzęt w samochodzie (bez kół nawet można sobie stać i słuchać muzyki, a bez radia po prostu jeździć się NIE DA!).
Trzeba chyba powiedzieć "pa" wysłużonemu PIONEERowi... Szkoda bo sprzęt dobrej firmy, poza tym wyglądał naprawdę hardcore'owo z przyciskami ustawień głośności zastąpionymi drutem oraz dziurą w miejscu przycisku NEXT.
Zakupiłem szybko radio MEDION i... już miałem je odsyłać (że niby zepsute), bo po podłączeniu do kostki nie dawało oznak życia.
Na szczęście mistrz elektroniki Jarek szybko poratował mnie i po paru zamianach kabelków mogę delektować się muzyką (a dzięki zaizolowaniu kabli do głośników nie ma spięć i mogę czadzić głośno jak wieśniak).
Teraz czas na takie cuda techniki jak pendrive na USB czy też karty SD. Choć ciągle jednak trzeba mieć możliwość słuchania starych dobrych CD (a już miałem napisać "kaset"...).
Po prostu na CD jest około 15 kawałków i można zrobić sobie ciekawą składankę a z MP3 mam czasem problem urodzaju i zamiast delektować się muzyką rozmyślam co by tu posłuchać.

Acid Drinkers - Nothing Else Matters. Czesław Mozil wymiata :D
I to nie atak na świętość, tylko inne spojrzenie na kawałek Metalliki.

Na przełomie tygodnia poczułem się jak na studiach:
W czwartek piwko (mecz Lecha), piątek piwko, wódeczka itp (derby i parapetówka), sobota JazzRock, poniedziałek piwko (slajdowisko)...
Pobyt w JRC zaowocował (prócz standardowego zasmrodzenia fajkami i pochłonięcia procentów w piwku) tym że odnalazłem kawąłek, którego szukałem ostatnio: Black Strobe - I'm a Man

"Little Johnny the Conqueroo" a nie jakiś Crackeroo albo Cock-a-roo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz